Maluję w mieszkaniu. Odświeżam.
Bardzo nie chciało mi się do tego podchodzić - to w końcu remont.
Urlop w pracy wzięty.
Poniedziałek nadszedł.
Odsuwanie, sprzątanie, wyrzucanie.
Zanim się zacznie malować - gipsowanie.
Niechętnie wymierzyłem, niechętnie zmieszałem.
Niechętnie nałożyłem gips raz.
Niechętnie nałożyłem gips drugi raz.
A za trzecim - spokój.
Widzisz dziurę, wpychasz, wygładzasz, poprawiasz.
Nim się obejrzałem, wszystkie dziury zagipsowane.
Miałem proste zadanie, nie myślałem o niczym.
Tylko robiłem.
Cicho w głowie się zrobiło.
Relaks, spokój.
A potem kurwa oczywiście malowanie sufitu i miałem wszystkiego dość.
◄ BACK